Poleca:

Aweo.pl - skuteczne pozycjonowanie.



Polecane Strony:

napierwszym.pl - reklama internetowa
sebastianmaczuga.pl - fotografia ślubna Rzeszów
gtk-adwokaci.pl - porady prawne Poznań
victoria.com.pl - tłumaczenia angielski Warszawa
ams-zr.pl - biuro rachunkowe w Poznaniu
Zapraszamy.
A A A

Szpieg - cz. II

 

 

 

Frances odrzuciła w tył złociste loki, okrywające jej kształtną główkę, i podnosząc oczy, błyszczące zapałem narodowych uczuć, roześmiała się z ukrytą ironią i zagadnęła:
- Czy to tylko rzecz pewna, że generałowi Burgoyne pozwolą wejść do miasta?
- Pozwolą! - powtórzył pułkownik - a któżby mu mógł przeszkodzić w tym, moja śliczna panno Fanny?
Frances była właśnie w wieku, w którym dorastające panienki są najdrażliwsze na punkcie swego światowego położenia. Owo „śliczna panno Fanny” zabrzmiało w jej uszkach zbyt poufale; pochyliła się znów nad robotą, zaczerwieniona jak wisienka.
- Generał Stark wziął Niemców do niewoli - rzekła sznurując usteczka - może i generał Gates nie ulęknie się zbytnio Anglików.
- O! to byli Niemcy, jak pani sama powiada - zawołał pułkownik mocno niezadowolony, że musi wdawać się w jakieś wyjaśnienia - proste, najemne wojsko; ale gdy prawdziwe angielskie pułki staną na placu, wtedy inaczej będzie.
- O! niewątpliwie! - zawołała Sara, nie podzielając bynajmniej urazy pułkownika do siostry, ale ciesząc się już w duchu z triumfu Anglików.
- Proszę mi powiedzieć pułkowniku Wellmere - rzekła Frances, odzyskawszy dobry humor i podnosząc znów swe śliczne roześmiane oczęta - czy lord Percy Lexington był krewnym tego, który walczył pod Chevy Chase?
- Ależ, panno Fanny, pani staje się buntowniczką! - rzekł pułkownik usiłując pokryć śmiechem podnoszący się w nim gniew - to o czym pani tak dowcipnie napomykasz, było tylko rozumnym odwrotem, rodzajem, jakby to powiedzieć, rodzajem...
- Ucieczki - przerwała panienka figlarnie.
- Doprawdy - zaczął pułkownik, lecz nagły wybuch śmiechu, pochodzący od osoby trzeciej, dotąd niezauważonej, nie pozwolił mu dokończyć.
Przy salonie znajdował się mały gabinecik, do którego prowadziły drzwi na wpół uchylone. Silniejszy prąd powietrza roztworzył teraz te drzwi na rozcież, ukazując oczom rozmawiającej w salonie trójki piękną postać siedzącego w pobliżu, wejścia młodzieńca, którego uśmiechnięta twarz zdradzała, że powyższą rozmowę wysłuchać musiał. Wstał on niezwłocznie i wszedłszy do salonu z kapeluszem w ręku, smukły, rosły, z błyszczącymi czarnymi oczyma i smagłą cerą, skłonił się obu panienkom.
- Pan Dunwoodie! - zawołała Sara ze zdziwieniem - nie wiedziałam, że pan tu jest; siadaj proszę, tu znacznie chłodniej.
- Dziękuję pani - odpowiedział młodzieniec - muszę iść na poszukiwanie brata pani, który umieścił mnie tu, jak mówił, w zasadzce, obiecując wrócić za godzinę.
I nie tłumacząc się dalej, młody człowiek skłonił się znów grzecznie panienkom, a z daleka i wyniośle pułkownikowi, i wyszedł. Frances wybiegła za nim do sieni i czerwieniąc się jak mak, spytała z pośpiechem:
- Ale dlaczego... dlaczego odchodzisz pan, panie Dunwoodie? - Henryk wróci niezadługo.
Młodzieniec pochwycił jej rączkę, i surowy wyraz jego twarzy znikł, ustępując miejsca pełnemu zachwytu spojrzeniu, z jakiem odpowiedział:
- Doskonale obeszłaś się z nim, moja droga rodaczko. Nigdy, nigdy nie zapominaj o rodzinnym kraju.
Pamiętaj, że jeżeli jesteś wnuczką Anglika, jesteś także wnuczką Peytona!
- O! - odparło śmiejąc się dziewczę - trudno byłoby mi o tym zapomnieć, bo ciocia Joasia ciągle nam wszelkie genealogiczne zawiłości wykłada. Ale dlaczego pan odchodzi?
- Jestem na wylocie do Wirginii i mam mnóstwo do roboty.
Mówiąc to uścisnął jej rączkę i już we drzwiach powtórzył:
- Bądź wierną twojej ojczyźnie, bądź Amerykanką!
Ognista dziewczyna przesłała mu ręką pocałunek, po czym obu dłońmi przyciskając płonące policzki, pobiegła do swego pokoju, by tam ukryć nagłe pomieszanie, jakie ją ogarnęło.
Tymczasem pułkownik Wellmere, stropiony wyraźnymi drwinami Fanny i pogardliwym zachowaniem się młodzieńca, nie chcąc dać poznać wobec pani swych myśli, że go podobne drobnostki obejść mogły, nadrabiał miną i gdy Dunwoodie wyszedł z pokoju, zauważył od niechcenia:
- Dosyć zuchwale poczynał sobie ten młokos, zapewne jakiś chłopak ze sklepu ze sprawunkiem.
Sara tak daleka była od zestawienia wdzięcznej postaci Peytona Dunwoodie z chłopcem sklepowym, że rozejrzała się ze zdziwieniem po salonie, zaś pułkownik mówił dalej:
- Ten tam pan Dun-Dun - Dunwoodie! Ależ to krewny cioci - zawołała Sara - i serdeczny przyjaciel mego brata. Byli razem w szkołach i rozstali się dopiero w Anglii, gdy brat wstąpił do wojska, a tamten do wojskowej akademii francuskiej.
- Zdaje mi się, że się tam niewiele nauczył - zauważył pułkownik, nie mogąc ukryć nurtującego w nim rozdrażnienia.
- Miejmy nadzieję - rzekła Sara z uśmiechem - bo ma zamiar wstąpić do buntowniczej armii. Przybył tu na francuskim okręcie i możesz go pan niezadługo spotkać na placu boju.
- Wolna droga, życzę Washingtonowi więcej takich bohaterów - odparł pułkownik i skierował rozmowę na przyjemniejsze, bo osobiste tory.
W parę tygodni potem armia Burgoyne’a złożyła broń. Pan Wharton, zaczynając powątpiewać o pomyślnym dla Anglii wyniku wojny, postanowił zjednać sobie rodaków, a jednocześnie zadosyćuczynić własnym pragnieniom, i zawezwał córki do siebie. Panna Peyton zdecydowała się towarzyszyć im, i od owej chwili aż do czasu, kiedy rozpoczyna się nasze opowiadanie, cała rodzina mieszkała na wsi.
Kapitan Wharton oczywiście pozostał w armii, ale parokrotnie pod opieką silnych oddziałów, operujących w sąsiedztwie „Akacji” (tak się nazywała wiejska posiadłość pana Whartona) udało mu się wpaść do domu ojca i zabawić tam czas krótki. Teraz jednak rok już minął bez zobaczenia się z ukochanymi i zniecierpliwiony Henryk w przebraniu przybył właśnie tego samego wieczora,

Strony: 1 2 3 4 5 6 7 8 9 10 ... 32 Następna »